Dzisiaj chcę wam pokazać jedną z najsmaczniejszych wg mnie „mandarynek” i chyba moją ulubioną – mandarynkę Afourer. To jest w zasadzie cytrus- mieszaniec, mający geny pomarańczy i mandarynki. Jest mieszańcem tangora Honey z innym cytrusem… Często jest spotykany na sklepowych półkach pod nazwą W. Murcott lub Nadorcott. Smak tego cytrusa (zwłaszcza owoce dojrzewające końcem sezonu) to dla mnie coś tak wspaniałego, że trudno to opisać. Czuć mandarynkę i czuć pomarańczę. Smak jest wyjątkowo słodki (czasem ponad 14⁰Brix) ale świetnie zbalansowany z kwasem. Kwasowość jest duża, dość wyczuwalna, ale z tak wysokim poziomem słodyczy komponuje się świetnie.


To jest taka dość duża mandarynka, ale w smaku tak złożona, tak inna od mandarynek śródziemnomorskich, Satsum czy nawet Klementyn, że mógłbym odróżnić ją kosztując z zamkniętymi oczami. Owoc Afourera ma dobrze obieralną, super cienką skórkę, z minimalną ilością albedo. Super, ale to naprawdę super aromat i smak owocu…Afourer czy Nadorcott niestety po zapyleniu krzyżowym może mieć czasem pestki, które zwykle przeszkadzają mi w mandarynkach, ale nie w tym owocu. Tutaj smak gra główną rolę i on wszystko wynagradza.
W polskich marketach możecie spotkać także bezpestkowe mutacje tej odmiany, o równie świetnym, porównywalnym smaku. Tą, którą sam wielokrotnie widziałem na półkach w Biedronce, jest mandarynka Tango. Również bardzo polecam 👍🍊







